POMOCNA DŁOŃ

My – ludzie młodzi – myślimy, że młodzi i piękni będziemy zawsze. Skoncentrowani niby na wszystkim, ale w zasadzie na niczym. Nasz świat jest różnobarwny i szalony jak karnawał w Rio.

I nagle zdarza się jakiś przełom. Kolorowa kurtyna opada. Spotykamy na swej drodze starość i chorobę. Dopadła człowieka, który kiedyś był taki sam jak ja, ty, my. Widzimy naszą przyszłość. Utożsamiać się z tym czy nie? Chciałoby się uciec, zapomnieć, napisać: nie dotyczy!

Ale nie można zapomnieć.

Moja mama została poproszona o pomoc w opiece nad pewnym starszym Panem, w którego dotychczasowym spokojnym życiu namieszała choroba.Jest to osoba wciąż sprawna fizycznie, poruszająca się o własnych siłach, choć robiąca to w swoim tempie. Nie lubi natarczywości, odbierania samowystarczalności, zaradności. Znamy tę osobę, ponieważ jest naszym sąsiadem. Przez lata to On raczył nas skarbami swego ogrodu, serdeczną rozmową. Teraz to my oddajemy Mu część naszego czasu, uwagi. Mama zawozi sąsiada na wizyty kontrolne, do szpitala, przynosi ciężkie zakupy, opiekuje się kotem, gdy sąsiad jest poza domem.

Przyglądałem się temu wszystkiemu z boku i z pewnego rodzaju obojętnością. Do czasu, gdy mama wysłała mnie raz i drugi do ogrodu Sąsiada, bym pozbierał orzechy i jabłka, które spadły z drzewa, czy też zebrał maliny z krzaków. Nie protestowałem, ale nie biegłem tam też w podskokach.

Pan Edmund zaskoczył mnie. Pogodny mimo wszystko. Pełen pokory i mądrości życiowej. Nie płynący już z szalonym nurtem naszych czasów, ale emanujący dzięki temu jakimś spokojem, nastrojem innej epoki.

Chodzę tam teraz chętnie. Lubię nasze wspólne konwersacje, uśmiech na jego pomarszczonej twarzy. Przez moment nie jest sam, choć twierdzi, że nie przeszkadza Mu to, że przywykł. Wpadam na chwilę z jedzeniem dla kota, zamieniam dwa zdania i czuję, że wypełniam swego rodzaju misję.

Samotna starość jest radośniejsza, gdy odwiedza ją uśmiech. Rozejrzyj się wokół, być może obok jest ktoś, kto na niego czeka.

Maksymilian Markieta, uczeń kl. 7c

Skip to content