|
GŁOS
UCZNIA WRZESIEŃ 2011 WITAMY
W NOWYM ROKU SZKOLNYM 2011/2012. WSZYSTKIM UCZNIOM ŻYCZYMY SAMYCH PIĄTEK ORAZ
SUKCESÓW NA POLU NAUKOWYM. UCZNIÓW KLAS IV ZACHĘCAMY DO WSPÓŁPRACY Z
REDAKCJĄ GŁOSU UCZNIA.
PRZYPOMINAMY
UCZNIOM O ZACHOWANIU BEZPIECZEŃSTWA W CZASIE PRZERW A W SZCZEGÓLNOŚCI
PODCZAS ZABAW NA PLACU ZABAW.
Akcja Sprzątania
świata
16
września w piątek na szóstej
godzinie lekcyjnej w naszej szkole
miała miejsce Ogólnopolska Akcja Sprzątania Świata. Uczniowie klas
5 i 6 sprzątali okolice naszej szkoły. Dzieci dostały do rąk worki
na śmieci i specjalne rękawice. Przed wyjściem ze szkoły uczniom
przypomniano o zasadach BHP Zbierali pozostawione na ulicach i chodnikach śmieci,
zużyte szklane butelki, papierki i inne opakowania np. po słodyczach,
batonikach.
Sprzątajmy świat by:
Martynka
z klasy 6b
_________________________________________________________________
Czereśniowe
Włochy
Mieszkam
przy jednej z najbardziej znanych i ruchliwych ulic naszej dzielnicy. Tak, tak,
mam na myśli Aleje Jerozolimskie.
Z okna mojego pokoju obserwuję rozbudowę skrzyżowania przy
Kleszczowej, a każdego ranka budzi mnie… niestety nie śpiew ptaków, a
odgłosy pracy ciężkich maszyn.
Czasami
jednak czuję się zupełnie jak na wsi. Zaledwie kilkadziesiąt metrów od
zgiełku miasta odnajduję zupełnie inne Włochy… Ulica Czereśniowa. Już
w samej nazwie czuję lato, wakacje na wsi, pachnące słońcem i soczystymi
owocami.
Lubię
spacerować Czereśniową - idę wolno, przyglądam się zadbanym podwórkom i
ogródkom z pierwszymi wiosennymi kwiatami. Spostrzegam gospodarzy pielęgnujących
delikatne bratki i urocze drobne stokrotki, rosnące tuż przy chodniku.
Zadziwiające, że nikt nie niszczy tych roślin. Przy ulicy Czereśniowej rośnie
nietypowe drzewo – dąb porośnięty bukszpanem. Bardzo lubię patrzeć
na to drzewo, które ukrywa się pod płaszczem krzewiny. Mijam dumną brzozę,
na której pasożytuje jemioła. Tu skręcam. Nieopodal zbudowano dwa piękne
dwurodzinne domki. Wokoło rośnie świeżo posiana trawa. Po drugiej stronie
chodnika jest coś, na co długo patrzeć nie chcę –
dzikie wysypisko śmieci. Gruzy starych domów pokryte plastikowymi workami ze
śmieciami. Jedyny pożytek z tego miejsca jest taki, że bezdomne koty mogą
znaleźć tu coś do jedzenia. Smutne, że ludzie bezkarnie zostawiają śmieci,
w miejscach do tego nieprzeznaczonych.
Mimo
wszystko lubię tę drogę, ponieważ prowadzi ona nad Stawy Cietrzewia, parku,
do którego jesienią przychodziłam bawić się i jeździć na rowerze.
Uwielbiam patrzeć na pomarańczowe słońce odbijające się w stawach.
Niestety od pewnego czasu park jest przebudowywany. W ziemię wbito tabliczkę
z napisem: „Teren budowy. Wstęp wzbroniony”. Ech, znowu słychać
odgłosy maszyn… Tęsknie za tym miejscem i często wyobrażam sobie, jak
park będzie wyglądał po zakończeniu budowy. Chciałabym, aby były tam
zielone drzewa i krzewy, ciekawe sprzęty na placu zabaw, ścieżka rowerowa.
Pragnę, aby nad stawami zbudowano mostki, kładki i długie molo. Będę mogła
obejrzeć wtedy staw z bliska i wraz z siostrą karmić ptaki.
Mam nadzieje, że jeszcze tego lata moje marzenie się spełni.
Marysia
z klasy IVb.
_________________________________________________________________
W
wakacje 2011 miałam okazję pojechać z tatą na zawody w strzelaniu z łuku
konno polskich Tatarów. Zawody odbyły się 9 i 10 lipca w Bohonikach w Stajni
na Tatarskim Szlaku. Oprócz polskich Tatarów przyjechało także kilku
zagranicznych zawodników: z Chin, Hiszpanii, Iranu, Słowacji i Turcji.
Przy
okazji zawodów zorganizowano festyn. Chętni mogli spróbować potraw kuchni
tatarskiej, kupić różne ozdoby rękodzieła, a dzieci mogły przejechać się
na kucyku. Miałam wielką ochotę na przejażdżkę na koniu, ale wszystkie były
zajęte przez
uczestników zawodów.
Pierwsza
konkurencja polegała na strzeleniu do trzech tarcz. Każdy z jeźdźców na
wyznaczonym odcinku musiał przejechać w pełnym galopie (niektórzy w cwale)
i oddać 3 strzały do ustawionych tarcz ( w przód, w bok i do tyłu) .
Niestety, najczęściej zawodnicy wypuszczali tylko jedną strzałę, zwykle
niecelnie, ponieważ ich konie biegły tak szybko, że nie nadążali z
ponownym naciągnięciem łuku.
Miałam
możliwość porozmawiać z jedynym z uczestników zawodów. Od niego dowiedziałam
się, że strzelanie z łuku konno jest dyscypliną sportu zyskującą od kilku
lat popularność w coraz większej liczbie krajów. A zawody w Bohonikach były
nie tylko mistrzostwami Polski, ale też kwalifikacjami do mistrzostw świata.
Pewien
koń (najszybszy z wszystkich) postanowił nie słuchać się komend wydawanych
przez jeźdźca i zaczął biec w kierunku stajni w pełnym cwale. Na szczęście
jeździec w kontrolowany sposób zsunął się z konia na łąkę dzielącą
stajnie i tor do zawodów. Wyszedł z tej afery cało i poza paroma siniakami
nic mu się nie stało. Po pozbyciu się jeźdźca koń poczuł pełną swobodę
i jeszcze szybciej popędził w kierunku stajni. Tam go złapano i odprowadzono
z powrotem na tor.
Moją
uwagę przykuła pani, która na tyle dobrze jeździła, aby utrzymać się na
„tańczącym” koniu. Na początku wydawało mi się to dziwne, bo
za najgorsze harce, których nie jeden jeździec obawia się podczas jazdy, ona
chwaliła konia i zachęcała do dalszych pokazów. Po chwili zrozumiałam, że
to nie mógł być przypadek i zaczęłam przyglądać się uważniej.
Było to ciekawsze, niż patrzeć po raz 20 jak kolejny zawodnik pudłuje.
Koń brykał, stawał dęba i przebierał nogami
w rytm muzyki, a pani uśmiechała się do publiczności.
Niestety
nie mogłam obejrzeć całych zawodów,
bo tacie się w końcu znudziło. Zawody te bardzo mi się podobały i
wszystkim bardzo polecam tę imprezę.
Jagoda
i Penelopa z klasy Vd.
|